Tag: wczesniak

Macierzyństwo – rzeczywistość z Wcześniakiem

hand-1652159_640

Będąc w ciąży każda kobieta snuje plany na temat rzeczywistości tuż po porodzie. I skrupulatnie przygotowuje się do tego czasu: niektórzy rozpoczynają przygotowania już od momentu ujrzenia dwóch kresek na teście, inni czekają do odpowiedniego według siebie momentu. Kupowanie wyprawki, szykowanie pokoju i plany. Mnóstwo planów, jak będzie wyglądała codzienność – spacery, wspólne zabawy, przytulanie, mnóstwo odwiedzin zarówno w szpitalu, jak i po powrocie do domu. Wyobrażasz sobie i kupujesz mnóstwo ubranek w rozmiarach 56 lub 62, przeglądasz fora i opinie o każdym produkcie by wybrać to, co najlepszej jakości i polecane przez większość osób. Jeżeli dotrwałaś / dotrwasz do tego momentu i wszystko odbędzie się tak, jak zaplanowałaś – szczere gratulacje! Powiem Ci, jak wygląda rzeczywistość, kiedy Twoja ciąża skończy się nie ok. 38-40 tygodnia ciąży, a (niekiedy zdecydowanie) wcześniej. U mnie był to 31 tydzień, czyli dwa miesiące różnicy.

* Przede wszystkim jest to ogromny stres. Że zamiast dziewięciu miesięcy ciąży Ty mogłaś przechodzić w stanie błogosławionym na przykład tylko sześć albo siedem. Stres – bo nie jest to sytuacja normalna i codzienna. Nierzadko zagrażająca życiu lub zdrowiu – Twojemu lub Dzieciątka. Powinnaś jeszcze narzekać na opuchnięte stopy, ogromny brzuch i zadyszkę przy wchodzeniu po schodach, a tutaj musisz być w pełnej mobilizacji, bo okazuje się, że ciąża zostaje rozwiązana (lub musisz urodzić), a potem przebywać w szpitalu…

*… a pobyt w szpitalu nie kończy się, jak standardowo – po 3-4 dobach, Przynajmniej nie dla Twojego Wcześniaka. Tutaj wszystko zależy od stanu zdrowia, powikłań i tego, jakie zabiegi są konieczne. Ty wyjdziesz (jeśli nie było żadnych komplikacji) po tych kilku dniach. Natomiast Wcześniaki na oddziałach neonatologicznych (i niestety często również na Intensywnej Terapii) spędzają kilkanaście dni, tygodni, nawet miesięcy. Ty zamiast cieszyć się Maleństwem w  domu – codziennie lub w ramach możliwości co kilka dni odwiedzasz sale szpitalne. Do pierwszego dotknięcia, przytulenia czy wzięcia na rękach czasami mijają długie dni lub tygodnie, które ciągną się w nieskończoność. I każdy z tych dni wypierasz ze świadomości.

*Marzyło Ci się karmienie piersią, prawda? W końcu teraz głośno mówi się o korzyściach z karmienia piersią, zarówno dla dziecka, jak i dla matki. I tak jest rzeczywiście. Z tym, że przy Wcześniaku walczysz o każdą kroplę pokarmu. I to walczysz dosłownie. Nie ma obok Ciebie Twojego ssaka, który laktację nakręci, Ba… ciało nie zawsze jest w szóstym miesiącu ciąży przygotowane na karmienie! Musisz zawalczyć sama lub – przy odrobinie szczęścia z pomocą doradcy laktacyjnego. Z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że walka jest bardzo trudna i wyczerpująca psychicznie, nierzadko towarzyszą jej łzy i ból wewnętrzny. Twoim największym „przyjacielem” staje się laktator, który w zastępstwie musi napędzić i utrzymać produkcję pokarmu, tak cennego dla Maleństwa. Bo przecież masz nadzieję, że jeszcze uda Wam się karmić naturalnie. A to też potrwa. O ile w ogóle się uda. A to zależne od Ciebie, ale też od rozwoju Dziecka, jego dojrzałości i gotowości. I pytanie, czy się nie zniechęcisz po kolejnych (nieudanych) próbach.

*Wyprawka dla dziecka. W moim przypadku wyprawkę dopiero zaczęłam kompletować. Jedyne, co to łóżeczko było kupione i wyposażenie z apteki. Kilka sztuk ubranek. Ale to i tak niepotrzebnie… Przy wcześniaku zapomnij o standardowych body czy pajacykach. Zanim znajdziesz coś, co będzie pasowało, czasem musisz odjechać pół miasta, aby się udało. Rozmiar 56 – najczęściej kupowany dla noworodków – w naszym przypadku okazał się ubrankiem duuuużo na wyrost, Poszukiwania trzeba było rozpocząć od 50, a najlepiej od 46 lub mniejszych. W końcu Wcześniaczki rodzą się dużo mniejsze – my mieliśmy 40 cm długości. A poza tym – zanim Dziecko będzie mogło założyć swoje ubranka, to też kwestia czasu, czasem kilku tygodni. Przeglądanie opinii, porównywanie – jeżeli robiłaś to od początku i wybrałaś wcześniej – gratulacje! Jeśli jednak, tak jak ja – zostawiłaś to na „później” – to „później” już nie nastąpi. W końcu wybierasz to, co jest akurat „pod ręką” i w granicach rozsądku jeśli chodzi o finanse.

*Koleżanki z podobnego terminu rozwiązania dyskutują o przeżyciach, nowych wydarzeniach, ubrankach; ile dziecko zjadło, czy zrobiło „kupkę”. A Ty w myślach przypominasz sobie, jak nazywają się te wszystkie kabelki i urządzenia podłączone do Dziecka. Rozróżniasz, czym jest żywienie enteralne, wkłucie centralne. Z myślach notujesz nazwy kolejnych antybiotyków, chorób i powikłań. Nieobce Ci są takie terminy jak wylew, retinopatia, hipotrofia, martwicze zapalenie jelit, bezdechy, I zastanawiasz się, czy któreś z tych i wielu innych nazw będą Was dotyczyć…

*A wizyty u lekarzy to będzie Twój chleb powszedni. Neonatolog, laryngolog (lub audiolog), okulista, ortopeda i kardiolog plus pediatra raz w miesiącu to absolutne minimum na pierwszy rok życia dziecka. Przy dobrych wiatrach. W razie komplikacji dochodzi neurolog, neurologopeda, fizjoterapeuta, rehabilitacje. I częstsze wizyty kontrolne. Lista oczywiście może się rozciągnąć, w zależności od sytuacji i stanu zdrowia. Tego też nie było w planach.

*Tyle się obecnie mówi, że nie ma diety matki karmiącej. Ale wiesz, – mnie neonatolodzy w dwóch placówkach powiedzieli, że przy Wcześniakach sprawa wygląda inaczej. I jeśli chcę dostarczać swoje mleko, to zaostrzenia są dość duże. Zero rzeczy wzdymających, smażonych, ciężkich. Unikać nabiału w dużych ilościach. Nic z rzeczy alergizujących. Żadnych surowych owoców i warzyw, tylko gotowane. I to też nie wszystkie. Zostałam poinformowana, że jeśli zjem coś nieodpowiedniego, to od razu się to odbije na Dziecku w inkubatorze. Dla mnie w tej materii to lekarze, a nie Internet są autorytetem, tak więc przez prawie dwa miesiące głównym źródłem pożywienia były rzeczy na parowarze lub patelni grillowej, z przystawki głównie marchew (gotowana lub delikatnie zasmażana), od święta buraki lub szpinak. Z owoców tylko jabłko na parze lub z piekarnika. Czy lekarki miały rację co do diety i takich obostrzeń? Nie wiem, aczkolwiek nie chciałam eksperymentować na swoim dziecku.

Rzeczywistość przy Wcześniakach wygląda trochę inaczej niż „standardowe” macierzyństwo. A już na pewno całkiem inaczej niż to zaplanowane, wyobrażane sobie podczas (przykrótkiej) ciąży. Pamiętajmy także, że kobieta i mężczyzna w takiej sytuacji również przedwcześnie zostają Rodzicami. Często jeszcze psychicznie na to nieprzygotowanymi.

Wyrzuty sumienia

Jestem mamą wcześniaka urodzonego w 31 tygodniu ciąży. Waga 1200g., 40 cm długości. Przyczyny tak naprawdę do końca nie poznaliśmy. Jestem ogromnie wdzięczna losowi/Bogu/przeznaczeniu, że wszystko ułożyło się pozytywnie i póki co obyło się bez większych komplikacji. Ale wiesz co…

Czuję ogromne wyrzuty sumienia, że nie udało mi się wytrwać ostatnich dwóch miesięcy „w dwupaku”. Że nie zapewniłam swojemu Maleństwu bezpiecznych i wystarczających warunków na spokojny i terminowy rozwój. Że musiał przyjść ma świat dwa miesiące wcześniej i już jako taka Kruszyna doznał tyle bólu i cierpienia przez różnego rodzaju aparaturę, zabiegi medyczne, badania. Że nie dano mi szansy porodu naturalnego, nie miałam nawet możliwości spróbowania rodzenia siłami natury. Nie poczułam skurczy. Ani po porodzie nie doświadczyłam kontaktu „skóra do skóry”, nie moglam przytulić, dostawić Dziecka. Ani zaraz po porodzie, ani przez kolejne dni. Nie zapewniłam tego, co najważniejsze: bezpieczeństwa, a zaraz potem troski i bliskości.

Czuję wielki ból z powodu niedoświadczenia „uroków”ostatniego trymestru. Mimo, że związany jest on z wieloma nieprzyjemnymi dolegliwościami, to jest to okres wzmożonych ruchów dziecka, niesamowitej euforii o czasu oczekiwania, psychicznego przygotowania się na powiększenie rodziny. Widząc dziewczyny, kobiety w zaawansowanej ciąży pojawia się pewnego rodzaju zazdrość, ale również smutek, że nie wytrwałam do tego momentu. Nie miałam czasu na spokojne przeglądanie, wybranie i skompletowanie wyprawki, przygotowanie kącika dla Juniora, systematyczne robienie prania i prasowania dziecięcych ubranek. Nie miałam też możliwości spakowania torby do szpitala i zmieniania jej zawartości kilkukrotnie. Nie zdążyłam z sesją ciążową, co było małym skrytym marzeniem.

Odczuwam potworny strach. O to, że przez ten okres hospitalizacji Juniora nasza więź i Jego przywiązanie nie będą tak mocne, jak być powinny. Że po wyjściu ze szpitala nie będę potrafiła zapewnić odpowiedniej troski i bezpieczeństwa, a opieka i codzienna pielęgnacja sprawi mi trudności. Że nawet najdrobniejsze niepowodzenia czy problemy w przyszłości będę rozpatrywała przez pryzmat „może to moja wina…?” Że poczucie winy nie opuści mnie właściwie nigdy. A potencjalna kolejna ciąża będzie przepełnionego strachem i obawami o „powtórkę”. I zamiast radości i szczęścia będzie tylko ten paniczny strach.