Tag: płacz

Nie noś – przyzwyczaisz!

– „Nie noś, bo przyzwyczaisz!”

– „Usypiasz na rękach?!”

– „Nie reaguj od razu na płacz, dziecko musi popłakać.”

– „Zostaw, niech samo poleży (zajmie się sobą)”

To tylko przykłady złotych „porad”, z którymi jako młoda mama miałam okazję się spotkać. Wiele osób zwracało mi uwagę, że za często noszę Juniora na rękach (bo przyzwyczaję i nic nie będę mogła zrobić w domu), że gdy tylko usłyszę Jego płacz czy kwilenie – rzucam wszystko i reaguję sprawdzając, co się dzieje; że nie lubię, gdy sam leży w łóżeczku/na łóżku tylko staram się zagadać lub zająć zabawkami, książkami lub innymi gadżetami. Każdy argumentował to tym, że dziecko się przyzwyczai, musi popłakać, samo sobie poleżeć w łóżeczku i tam też powinno spać, a i oczywiście częste noszenie spowoduje, że będę musiała ciągle nosić Małego. A ja pokornie słuchałam rad, czasem odpowiedziałam milczącym uśmiechem, czasem jakąś krótką ripostą. A i tak swoje wiem.

* Noszę swoje dziecko często. Nie tylko do odbicia i wtedy, gdy płacze. Także wtedy, gdy mam na to ochotę (a zdarza się to często!). Czemu to robię? Z wielu powodów – przede wszystkim dlatego, że mnie (!) sprawia to przyjemność i pogłębia matczyną więź. Chcę, aby moje dziecko wiedziało, że jest dla mnie ważne, kochane przeze mnie i by było blisko. Mój „egzemplarz”, kiedy jest znudzony noszeniem lub ma dość, dobitnie o tym poinformuje 🙂 A dziecko tego potrzebuje – w końcu z wyższej perspektywy świat wygląda lepiej, a poza tym ten mały człowiek również potrzebuje czułości i bliskości. W myślach jeszcze sobie powtarzam: że jak nie teraz nosić to kiedy? Niepostrzeżenie przyjdzie czas, kiedy dziecko powie „Mamo, nie rób mi wstydu” „Sam pójdę” „Nie całuj mnie przy znajomych”. Ten czas, kiedy bezstresowo mogę okazywać czułość i bliskość nie będzie trwał wiecznie i chcę z niego maksymalnie skorzystać teraz!

* Na płacz mojego dziecko reaguję natychmiastowo! Przede wszystkim z tego powodu, że moje dziecko nie płacze często, a jak już to robi to zasadniczo ma ku temu powody. Płacz dla niemowląt jest jedynym sposobem, aby zakomunikować rodzicom i całemu światu, że jest mu źle, coś niedobrego się dzieje lub że czuje się samotnie. A ja i tata jako opiekunowie jesteśmy pierwszymi osobami, które powinny na to wołanie o pomoc zareagować. Kiedy jesteś smutny. coś Cię boli lub gdy Twoje potrzeby są niezaspokojone i jesteś nieszczęśliwy – oczekujesz wsparcia od najbliższych. Czemu zatem tego wsparcia mam pozbawiać najbliższej mi osoby, która dodatkowo nie powie, co się dzieje? Naukowcy odkryli, że długotrwały płacz dziecka może bardzo negatywnie wpłynąć na jego rozwój mózgu. Począwszy od braku nawiązania więzi rodzic-dziecko (jak można nawiązać więź z kimś, kto mnie ignoruje, gdy wołam o pomoc?) poprzez zaburzenia w rozwoju intelektualnym i społecznym. Ciągły płacz = wzrost poziomu kortyzolu = zmiany w strukturze mózgu (zablokowanie możliwości tworzenia się połączeń między neuronami; zaburzenia rytmu serca; wzrost ciśnienia krwi w mózgu; zaburzenia snu). Dodatkowo dzieci pozostawione „do wypłakania” mogą mieć niższy poziom inteligencji, narażone są na ADHD oraz choroby serca, astmę i dolegliwości układu pokarmowego. Nie wspominając także o problemach społecznych z nawiązywaniem kontaktów czy niską samooceną.* Czy to wystarczające powody, aby od razu reagować na płacz mojego dziecka?

*Syna usypiamy na rękach, a śpi w naszym pokoju (ale w swoim łóżeczku). Po pierwsze, ostatnio z usypianiem mamy problem i noszenie oraz kołysanie to jedyna praktycznie metoda na przyjście snu Juniora. Czasem nie powiem, jest to uciążliwe i męczące. Ale czy zostawiliśmy go kiedyś, by usnął sam? – odpowiedź brzmi nie. Uzasadnienie jest napisane wyżej. Dwa: ostatnio znalazłam ciekawy tekst, publikowany zresztą na moim fanpage’u, który dobrze odzwierciedla moje podejście do tematu:

Jesteś w ciemnym pokoju. Boisz się, jak w horrorze. Wiesz, że w pokoju jest ktoś jeszcze. Wołasz go. Nie reaguje. Wołasz jeszcze raz, brak reakcji. Boisz się jeszcze bardziej. Wołasz o pomoc. Nikt nie przychodzi. Wołasz bardzo długo. W końcu ktoś Cię przytula, ale znowu zostajesz sam. Boisz się jeszcze bardziej. Znowu wołasz o pomoc. Wydaje Ci się, że to trwa wieczność.

Co robisz dalej? Jak się czujesz?
Pewnie usłyszycie milion logicznych odpowiedzi.
A rozwiązaniem jest „zasypiasz”….

Taką zagadkę możecie zadać kolejnej osobie która opowie wam o wypłakiwaniu.
O wypłakiwaniu dziecka przed snem…”

Autor MARIA DUDA

* Staram się zająć moje dziecko bardzo często – czy to zabawkami, książeczkami, rozmową czy śpiewem. A nawet, jak się bawi sam – co jakiś czas podchodzę i zagaduję. Przede wszystkim staram się dbać o jego rozwój intelektualny i rozwojowy. Jako, że jest wcześniakiem staram się stymulować jego rozwój poprzez różnego rodzaju bodźce (starając się oczywiście przy tym zachować zdrowy rozsądek!). Poza tym zabawa z dzieckiem mnie także sprawia dużo radości, dzięki której staram się budować wspólną więź, nawiązywać kontakt i dać do zrozumienia już od teraz, że jestem do dyspozycji dziecka. Robię to również z tego powodu, by nikt (ale również ja sama czy w przyszłości moje własne prywatne dziecko) nie zarzucił mi, że w jakiejkolwiek sferze zaniedbałam jego rozwój, zignorowałam potrzeby lub negatywnie wpłynęłam na naukę. Chcę mieć przeświadczenie, iż zrobiłam to, co najlepsze dla harmonijnego i zdrowego dojrzewania poznawczego, rozwojowego i intelektualnego. Że w żadnym momencie nie „odpuściłam”, nie zignorowałam potrzeb tego małego człowieka.

__________

* informacje zaczerpnięte z http://dziecisawazne.pl/dlugotrwaly-placz/