Tag: odpowiedzialność

Czego nauczyło mnie macierzyństwo?

shoes-505471_1280

Każdy z nas ma swoje przeżycia czy doświadczenia, z których wyciąga pewne wnioski lub nauki. Stajemy się dzięki temu wewnętrznie bogatsi, mądrzejsi. Każda nowa sytuacja może zmienić nasze podejście do niektórych spraw, wzbogacić nas psychicznie i sprawić, że będziemy potrafili odnaleźć się w innej, nowej rzeczywistości.

Mimo, że Mamą jestem krótko, gdyż dopiero 2,5 miesiąca to już teraz wiem, że dzięki macierzyństwu mogę się wiele nauczyć.

– przede wszystkim w momencie urodzenia nagle przestajesz się liczyć „Ty”. Twoje jestestwo staje się dla Ciebie mało istotne. Ważna jest tylko ta mała, bezbronna Istotka, tak całkowicie od Ciebie zależna. Ból, rana po porodzie, okropne samopoczucie, brak sił i zmęczenie – to nie ma najmniejszego znaczenia. Jest nieważne. Liczy się On i robisz wszystko, by to Jemu było ciepło, wygodnie, dobrze. I żeby ten Mały Człowiek był szczęśliwy oraz zadowolony. Ty zapominasz, niekiedy nie masz czasu, siły lub chęci na zaspokojenie swoich, nawet tych podstawowych, potrzeb jak głód, sen czy pragnienie. Niejednokrotnie brakuje czasu na zjedzenie, wzięcie choćby szybkiego prysznica, nie wspomnę nawet o zrobieniu czegoś „dla siebie”. Czas dla Dziecka jednak się znajduje, wszystko wtedy przestaje być istotne.

– dopiero będąc rodzicem przekonujesz się, że przez długi czas można funkcjonować będąc zmęczonym i niewyspanym. Sen ok. 4-5 godzin z minimum jedną lub dwiema przerwami (u mnie około półtoragodzinnymi) uznajesz za ogromny luksus. I coraz bardziej doceniasz każdą chwilę, podczas której da Ci się zdrzemnąć i odpocząć. A czasem wybawieniem okazuje się nawet 15-20 minut 🙂 dopiero teraz rozumiem rady wielu osób mówiące o tym, by korzystać z chwili j odsypiać w momencie snu dziecka 🙂

-zostając Mamą odkrywasz, że istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia. Chyba nie da się inaczej opisać tego uczucia, gdy po raz pierwszy ujrzysz swoje dzieciątko. I praktycznie za każdym razem, gdy je obserwujesz (karmiąc, przewijając lub po prostu nosząc na rękach) odczuwasz tę błogą radość, spokój ducha i ogólną miłość i uwielbienie do Maleństwa. Nawet kolejna pobudka, zmęczenie i brak cierpliwości w takich momentach schodzą na drugi plan 🙂 Możesz się denerwować, złościć, irytować – te emocje są normalne – ale widok śpiącego dziecka lub jego uśmiech rekompensuje wszystkie negatywne myśli i odczucia. Wtedy znowu chce się żyć i człowiek ma wyrzuty sumienia, że jakiekolwiek czarne refleksje przechodzą przez głowę!

– mimo, że jestem dorosłą kobietą, to macierzyństwo nauczyło mnie, że cały ten „instynkt macierzyński” oraz płeć nie wystarczy, aby sobie ze wszystkim samej poradzić. Każdy zawsze mówił, że wszystko przy dziecku robi się intuicyjnie – w końcu kobiety już od najmłodszych lat są przygotowywane do funkcji matki: zabawkowe lalki, wózki, zabawy w dom (och, ileż to dni się spędziło na podwórkowej piaskownicy bawiąc się w Dom ;)). Gdy tylko na świat przyszło Maleństwo to rzeczywistość pokazała, że to jednak nie jest do końca tak, że intuicja pomaga! Owszem, z jednej strony wiedziałam, co trzeba zrobić, w jakiej kolejności. Natomiast techniczne wykonanie nawet najprostszych czynności (przewinięcie bądź nakarmienie butelką) było nie lada wyzwaniem zwłaszcza, że dochodził jeszcze ogromny stres, czy przez przypadek, niewiedzę lub nieuwagę nie zrobi się krzywdy! Więc jeżeli ktoś mi mówi, że „będę wiedziała, co robić” i „intuicja mi podpowie” to wiem, że (przynajmniej w moim przypadku) to tak nie działa.

– nauczyłam się także, że nie możemy od razu i definitywnie zakładać pewnych scenariuszy, gdyż życie (samo w sobie, a co mówić z takim Maleństwem) jest zaskakujące i nieprzewidywalne. W planach miałam karmienie piersią, jesienne spacery i czas na ogarnięcie wszystkiego: gotowania, sprzątania plus swoje małe przyjemności. I oczywiście od razu powrót do ćwiczeń i zrzucenie nadprogramowych kilogramów pozostałych po ciąży. Życie miało jednak napisany nieco inny scenariusz: pierwsze spacery zaczęły się odbywać późno, niestety karmimy butelką (moim pokarmem – laktator stał się moim sprzymierzeńcem), a czasu brakuje na prysznic i szybką kanapkę, nie wspomnę już nawet o prasowaniu na bieżąco! Nadprogramowe kilogramy na razie też pozostały, bo próby podjęcia aktywności fizycznej (ach, ta Chodakowska!) skończyły się na razie po dwóch dniach brakiem całkowitej siły na ponowne ćwiczenia. Na początku mój organizm jednak potrzebuje snu, a nie katowania się wysiłkiem i aktywnością. A szkoda 🙂 W każdym razie teraz wiem, że słowa „na pewno”, „zawsze” i „nigdy” w przypadku wychowania dzieci można śmiało wykreślić ze swojego słownika. My możemy wiele zakładać, ale życie (a czasami i nasi potomkowie) mają trochę inne plany 🙂

Zdaję sobie także sprawę, że tak naprawdę każdego dnia macierzyństwo uczy mnie wielu rzeczy, o których nawet sobie nie zdawałam sprawy: cierpliwości, pokory, opanowania. A przede wszystkim ogromnej odpowiedzialności – w końcu to my jesteśmy odpowiedzialni za tego Małego Człowieka, całkowicie bezbronnego, zależnego od nas i zdanego tylko na nas. Przytłaczająca odpowiedzialność, ale zarazem cudowne uczucie!