Tag: laktator

Karmienie piersią inaczej

Przez dziewięć miesięcy (przy optymalnym scenariuszu) nosisz pod sercem swoje ukochane dziecię borykając się z większymi lub mniejszymi dolegliwościami ciążowymi. Planujesz wszystko: wystrój pokoju, ustawienie mebli, całą wyprawkę niemowlęcą oraz oczywiście sposób karmienia potomka. Znajdujesz się w szpitalu na porodówce, by po wszystkim przynieśli Ci Twoje małe szczęście, kontakt „skóra do skóry” i pierwsze dostawienie. Mały „zassał”, złapał pierś – super: wie, o co chodzi – teraz już wszystko pójdzie z górki – wrócisz do domu i zacznie się istna, wymarzona sielanka. Chwila, moment – a co w sytuacji, kiedy dziecię nie ma możliwości (bądź umiejętności) złapania piersi (bo jest wcześniakiem/ musi być naświetlany przez żółtaczkę /pojawiły się powikłania poporodowe /Twoje brodawki są za duże/zbyt wklęsłe/nieodpowiednie, /trafił Ci się mały „leniuszek”, który nie ma siły się pożywić)  i żadne próby dostawiania wszystkimi możliwymi pozycjami, pomoc położnych lub/i CDL (Certyfikowanego Doradcy Laktacyjnego) nie skutkują, bądź z różnych, znanych tylko Tobie przyczyn nie chcesz dostawienia dziecka? Z tej trudnej, wręcz wprawiającej w depresję świeżo upieczoną Mamę sytuacji jest kilka rozwiązań.

  • próbujesz, próbujesz, i jeszcze raz próbujesz. Kolejne spotkania z CDL. I jeszcze jedno. Kapturki, najpierw jednej firmy, potem drugiej. Dostawiasz kolejny raz z rzędu. Najpierw zwyczajnie, potem w innej pozycji. I jeszcze raz. Dziecko płacze, Ty razem z nim. I próbujesz po raz kolejny… Pomoc osób wykwalifikowanych nie pomaga, ewentualnie nie otrzymujesz wystarczających porad od położnej/ doradcy laktacyjnego/ pediatry. Maluch nie chce, nie potrafi załapać. Próbujesz ponownie… i wpadasz w coraz większą depresję.
  • podajesz mleko modyfikowane. Nie masz siły walczyć. Siły, chęci, motywacji – Twój wybór. Ale mimo wszystko gdzieś w środku czujesz, że przegrałaś, że coś Ci zabrano. W końcu to niby takie oczywiste i naturalne – karmienie piersią. Zwłaszcza, że teraz chyba nastał swoistego rodzaju terror laktacyjny „Nie karmisz – jesteś złą matką!” Wiele osób wręcz piętnuje matki, które nie mogą (lub nie chcą) karmić piersią i decydują się na podanie mm. Wszyscy potrafią wymienić zalety karmienia piersią i tak wiele wad karmienia butelką i mlekiem modyfikowanym.
  • Ostatnim rozwiązaniem jest, coraz bardziej rozpowszechnione ostatnio – karmienie piersią inaczej. Nie chcesz podawać mleka modyfikowanego, ale dziecko nie potrafi samo się pożywić z Twoich piersi.

Karmienie piersią inaczej (w skrócie KPI) to nic innego, jak karmienie swojego prywatnego dziecka własnym odciągniętym mlekiem (lub mlekiem innej kobiety) za pomocą butelki (lub strzykawki, lub kubeczka, lub SNS). W każdym razie maluch dostaje Twoje mleko, czyli to, co możesz mu dać najlepsze! Brzmi ciekawie? Jako, że sama stałam się mamą KPI (już piąty miesiąc!), powiem Ci teraz, o co w tym wszystkim chodzi.

Zasadniczo sprawa wygląda tak, że kiedy już zdecydowałaś się na alternatywne karmienie piersią, to Twoim najlepszym przyjacielem (jak również największym wrogiem) staje się laktator. Ręczny, elektryczny, pojedynczy lub podwójny – tutaj panuje duża dowolność i wybór na rynku. Niestety do swojego przyjaciela jesteś uwiązana. I to dosłownie.

Niestety nie jest to prosta sprawa. Ja co prawda znalazłam się w takiej sytuacji, że przez pierwsze dwa miesiące Junior był w szpitalu, ja nad laktacją walczyłam w domu (lub w szpitalu odciągałam) i dowoziłam pokarm. Po wypisie ze szpitala dopiero zaczęła się „jazda bez trzymanki”. Aby laktacja właściwie się „rozhulała” by mleka starczyło w późniejszym etapie dorastania Juniora, powinnaś zająć się odciąganiem mleka minimum (!) 8 razy na dobę w odstępach co 3 godziny. W sumie to samo, co byś karmiła piersią, w końcu dziecko tak często (albo częściej) na początku je. I tak – w nocy też trzeba się poświęcić i wstać na zabawę z laktatorem. Najlepiej ok. 15 minut na jedną stronę. Czyli pół godziny na sesję. Plus wymycie butelki i laktatora. W międzyczasie nie zapomnij, że Twoje dziecko trzeba przewinąć i nakarmić. Dobrze by było się jeszcze zdrzemnąć w międzyczasie. I chwilę odpocząć! 🙂

Zaplanowanie dłuższego wyjścia na spacer, zakupy, do znajomych czy rodziny, a nawet zaplanowane wizyty gościnne u Ciebie kończą się na myśleniu „Czy zdążę z odciągnięciem?”. I wiele mam KPI wszędzie na dłuższe wypady z domu zabiera ze sobą laktator. A podróż z całym sprzętem i ogarnięcie tego logistycznie nie zawsze jest wygodne. Wiadomo, jak raz zdarzy się dłuższa przerwa – nic nie powinno się stać. U niektórych mam niestety nawet jedno, dwa przesunięcia kończą się na walce przez kolejne dni, by poziom laktacji powrócił do odpowiedniego poziomu. Bo niestety zmniejszenie ilości odciągnięć powodu zmniejszenie mleka, a w rezultacie nawet koniec laktacji… A obsługę laktatora opanowałaś do perfekcji także w różnych dziwnych miejscach i pozycjach (między innymi w samochodzie:) )

Są oczywiście plusy takiego rozwiązania. Przede wszystkim:

  • dajesz dziecku swoje mleko czyli to, co jest dla niego najbardziej potrzebne zwłaszcza na początku rozwoju. Znaczenie zdrowotne i rozwojowe mleka kobiecego jest naukowo udowodnione >>klik<<. Zwłaszcza, kiedy mamy obecnie laktacyjny terror z wielu stron czujesz, że robisz coś ważnego dla siebie i swojego maleństwa,
  • możesz kontrolować przyjmowane przez swoje dziecko porcje mleka (co jest szczególnie ważne przy wcześniakach i hipotrofii). Kiedy dziecko nie przybiera, też istotne jest monitorowanie, ile dziecko zjada.
  • w przypadku, gdy chcesz gdzieś wyjść na dłużej /sama bez dziecka, nie martwisz się o to, czy i co dziecko zje – tata, Twoja mama/ teściowa lub ktokolwiek inny z rodziny dostanie od Ciebie butlę z mlekiem, a Ty możesz udać się zarówno na krótkie zakupy, jak i na dłuższą wyprawę poza dom. Wygodne i bezstresowe 🙂

I chyba na tym zalety karmienia piersią inaczej się kończą. A wady?

  • wybór alternatywnego karmienia dziecka nie jest rozwiązaniem tanim. Trzeba zainwestować w dobry laktator – ręczny raczej odpada na dłuższą metę. Przede wszystkim ze względu na czas i siły (choć oczywiście są kobiety, które na ręcznych laktatorach „ciągną” miesiącami – podziwiam!!). A dobry, cichy i optymalnie podwójny laktator to wydatek sięgający kilkuset złotych. Oczywiście jest to inwestycja, która w dużej mierze ułatwi nam późniejsze funkcjonowanie w drodze przez KPI (cisza i zaoszczędzony czas są dość dużym i cennym komfortem). Dodatkowo kupno i wymiana butelek oraz części do laktatora, które też się zużywają. Plus mycie po każdym użyciu, prąd podczas odciągania (jeżeli mówimy o laktatorze elektrycznym). Jeżeli chcemy postawić na jeszcze większą wygodę, dochodzi gorset do ściągania pokarmu (aby mieć wolne ręce). I dodatkowe koszty generowane.
  • przy KPI jest większa możliwość kryzysów laktacyjnych oraz zastojów. Laktator nie jest naszym prywatnym i ukochanym ssakiem, który opróżni pierś do końca, co powodować może zastój i/lub zapalenie piersi. A kryzysy laktacyjne? Zapotrzebowanie potomka na pokarm jest różne – raz zjada więcej, raz mniej w zależności od dnia czy skoku rozwojowego. A laktatorem nie jest tak prosto unormować laktację oraz zwiększyć ilość mleka. A co w momencie, kiedy dziecko nagle, z dnia na dzień, zaczyna domagać się więcej i więcej, a nam pokarmu nie chce przybyć? Wtedy zaczyna się ogromna i zarazem stresująca walka o każdą kroplę mleka, suplementacja różnymi środkami ziołowymi bądź farmakologicznymi, dodatkowe sesje z „przyjacielem” laktatorem, jeszcze więcej czasu na sesje. I presja połączona ze stresem, czy tego wszystkiego wystarczy na kolejne karmienie.
  • kolejną wadą jest czas. A właściwie brak czasu. Na cokolwiek innego. Całe swoje funkcjonowanie podporządkowujesz sesjom z laktatorem. Jeżeli chcesz na dobrym poziomie utrzymać laktację, to powinnaś systematycznie co ok. 3 godziny odciągać pokarm. I nie ma to tamto. Rzucasz sprzątanie, gotowanie obiadu, wyjście na spacer czy sen na rzecz randki z laktatorem. I półgodzinna sesja podczas, gdy normalnie mogłabyś podszykować posiłek, pobawić się z dzieckiem lub udać się na upragnioną drzemkę. To samo dzieje się w nocy – zamiast smacznie spać obok dziecka/męża/narzeczonego/chłopaka co trzy – maksymalnie cztery godziny słyszysz dźwięk budzika i udajesz się do pokoju obok, by zapełnić butelki. I walczysz o każdą kroplę, nieraz ze łzami w oczach i rezygnacją. Dodatkowo kolejne minuty na umycie, wysuszenie i schowanie sprzętu. Mnie KPI dziennie zajmuje ok. 4 godzin. 4 godziny wyjęte z doby, które chciałabyś przeznaczyć na całkiem co innego. A Ty jesteś uwiązana do sprzętu laktacyjnego. A każde dalsze wyjście lub wyjazd jest związane z zabieraniem ze sobą całego sprzętu i szukaniu sposobności na odciąganie. Lub ze stresem, że będziesz miała poślizg o kolejne minuty/ godziny.
  • największymi wadami karmienia piersią inaczej są ciągłe wyrzuty sumienia. O brak czasu – dla dziecka, swojej drugiej połówki, dla siebie. O to, że nie realizujesz się jako żona (partnerka) i matka. Bo nie poświęcasz wystarczającej uwagi najważniejszym dla siebie osobom. Nie wyrabiasz się z niczym. O to, że zamiast bawić się ze swoim dzieckiem, starasz się go zająć lub uspokoić, by w miarę bezstresowo móc odciągnąć pokarm, a przy tym zdążyć z resztą obowiązków. Wyrzuty sumienia, że nie udało Ci się karmić „normalnie”. Laktator stał się teoretycznie Twoim „przyjacielem”, ale w praktyce to Twój największy wróg, którego najchętniej kilka razy dziennie masz ochotę trzasnąć o podłogę lub wyrzucić przez okno z poczuciem, że to jemu poświęcasz więcej uwagi niż dziecku. O to, że nie cieszysz się z macierzyństwa w 100%, bo tracisz te cenne i niepowtarzalne chwile, których już się nie da odzyskać. I więź, która przecież budowana jest już od samego początku, a Tobie to wszystko gdzieś umyka pomiędzy kolejnymi odciągnięciami.

Karmienie piersią inaczej to ogromne wyzwanie i wyrzeczenie, jak również bardzo ciężka praca po to, aby dać dziecku to, co najcenniejsze. I chylę nisko czoło przed kobietami, które decydują się na ten krok i trwają w tym miesiącami, a nawet latami. Należą Wam się wielkie brawa i ogromny szacunek!

 

Na podstawie:

  1. http://www.mlekiemmamy.org/plusy-i-minusy-kpi/