Tag: ciąża

Czego o macierzyństwie nikt mi nie powiedział

 

Macierzyństwo to wspaniały czas, o którym wiele, żeby nie powiedzieć: większość kobiet marzy. Ciąża, wybieranie ubranek, urządzanie pokoiku dziecięcego, aż w końcu opieka nad cudownym, wyczekanym maleństwem. W teorii ze wszystkich, a przynajmniej ze zdecydowanej większości wad oraz zalet tego czasu ciążowo – macierzyńskiego zdajemy sobie sprawę. A jak jest w praktyce? Mnie kilka rzeczy na pewno wprawiło w hmmm.. zdziwienie? Rozczarowanie? Refleksje że „tego nie było w scenariuszu”?

1. Zajście w ciążę. Zasadniczo „jak to się robi”, jeżeli chodzi o kwestie techniczne,  wszyscy wiemy. Natomiast nie wszyscy zdajemy sobie sprawę, że czasem nie wystarczy „zadziałać” podczas jednego cyklu, aby zobaczyć upragnione dwie kreski na teście ciążowym. Dopóki starania o dziecko są w fazie planowania bądź jeszcze bardziej odległej to wszystko to wydaje się nieskomplikowane. A okazuje się, że coraz więcej par ma problemy z tym, aby zajść w ciążę i doczekać się swojego wyczekanego Dziedzica. Nie każdej parze udaje się przy pierwszym, drugim cyklu; czasem są to długie miesiące przechodzące w lata. Nadchodzi frustracja, robienie wszystkiego pod „kalendarzyk”, coraz więcej nerwów, aż w końcu zniechęcenie i mnóstwo pytań pozostawionych bez odpowiedzi. A niepłodność i bezpłodność to w naszym kraju wciąż (mimo coraz większej wiedzy) temat tabu. Dodatkowo życzliwe i dociekliwe towarzystwo prawie na każdym kroku zasypuje pytaniami o dziecko, czy się staracie, a kiedy u Was…

2. Czas ciąży i dolegliwości ciążowe. Jak tylko zaczęliśmy z Małżem planować potomstwo, wszędzie sięgałam po informacje związane z tym okresem i stanem. Teoretycznie byłam świadoma, że mogę doświadczyć mdłości, mieć rożne zachcianki, być senna, a moje ciało całkowicie się zmieni. Chyba jednak żadna kobieta w praktyce nie jest do końca przygotowana na spędzenie pierwszych trzech, czterech miesięcy w toalecie. Nie wyobraża sobie, że można mieć takie mdłości po zjedzeniu swojego ulubionego posiłku. Ba – czasem wystarczy sam ZAPACH, by w tempie sprintera pognać do toalety. A już będąc w tym temacie: mniej więcej po półmetku ciąży gdziekolwiek będziesz wychodziła, zapoznaj się z planem miejsca, w którym jesteś: to rzeczywiście nie są żarty, że łazienka w centrum handlowym przyda się wielokrotnie. Podczas jednej wizyty na zakupach! Dodatkowo, mimo wiedzy na ten temat, zaskoczeniem oraz przerażeniem były dla mnie pierwsze rozstępy. Oraz fakt, że nie każda kobieta w ciąży wygląda kwitnąco, a nadprogramowe kilogramy niekoniecznie idą tylko w słodki ciążowy brzuszek. U mnie niestety sprawa wyglądała zdecydowanie inaczej, z powodu problemów zdrowotnych i nadciśnienia oraz zatrzymania wody w organizmie cała „spuchłam” i mimo braku obżerania się i typowych zachcianek dodatkowe 17 kg mocno dało się zauważyć. Wszędzie. Do atrakcyjnej kobiety w ciąży było baaardzo daleko i z tego powodu nie mam żadnego zdjęcia z tego okresu… A o tym nikt nie mówi głośno!

3. Głośno nie mówi się także o tym, że zarówno w ciąży, jak i przy porodzie nie wszystko musi pójść gładko, bezproblemowo i bez komplikacji. Na to się chyba nie da przygotować. Począwszy od samoistnych poronień, problemów z ciśnieniem, cukrzycą czy utrzymaniem ciąży, chorobami płodu, skończywszy na przedwczesnym porodzie i komplikacjach. To również są rzeczy, które u nas są tematem przemilczanym. Na szczęście medycyna tak się  rozwinęła, że z wieloma tego typu problemami (jeśli tylko są odpowiednio wcześnie wykryte) potrafi sobie poradzić. W końcu to chyba neonatologia najbardziej się rozwinęła na przestrzeni ostatnich lat, jeżeli chodzi o nauki medyczne.

4. Połóg. Magiczne 6 tygodni po porodzie, podczas których kobieta i jej ciało „dochodzi” do siebie i do formy sprzed lat. Taaaa, dobre sobie. Dla mnie jako pierworódki ten czas był owiany tajemnicą. I jak przyszło co do czego to nawet nie było siły na rozczarowanie i zaskoczenie. Było ogromne zmęczenie, ból i niemoc. Niemoc pójścia do toalety, wzięcia prysznica czy umycia głowy. A także niemoc psychiczna i mnóstwo wątpliwości czy sobie damy radę, czy sie sprosta temu trudnemu zadaniu opieki i wychowania dziecka. W tym czasie też często dochodzi do baby blues lub depresji poporodowej. Ogromne zmęczenie fizyczne i psychiczne plus całodobowe przebywanie na wysokich obrotach przy noworodku, a do tego brak możliwości regeneracji to spore obciążenie na raz. Niesamowite jest jednak to, że kobieta w tym czasie ma zdecydowanie więcej sił niż jej by się mogło wydawać. I mimo tych wszystkich niedogodności fizycznych i psychicznych jest w stanie ciągłej mobilizacji i jak musi, to wykaże mnóstwo energii.

5. Kupa, kupa i jeszcze raz kupa. Za przeproszeniem ten „gówniany” temat rozmów to rzeczywiście i bez wyolbrzymiania główne zmartwienie rodziców w pierwszych tygodniach po porodzie. Czy była? Jaka była? Czy taka być powinna? Konsystencja, kolor, obecność lub brak zawartości pampersa spędzą sen z powiek chyba każdej parze  I nie będzie Wam przeszkadzało, czy obecnie jecie czy robicie jakiekolwiek inne czynności, rozmowy te będą traktowane tak samo jak pytanie „co na obiad”.

6. Dopiero ciąża i macierzyństwo pokazują, jak wiele wokół Was jest życzliwych ludzi zawsze służących radą i chętnych do podzielenia się wiedzą. Kilkakrotnie w ciągu tygodnia usłyszysz mnóstwo porad i wskazówek, jak przeżyć te magiczne dziewięć miesięcy: co możesz jeść, robić, jak się zachowywać, czego powinnaś unikać lub wręcz nie możesz robić. Nagle wiele osób w trakcie wspólnego posiłku zwraca uwagę na to, co TY aktualne jesz i możesz być pewna, ze nie obejdzie się bez komentarzy (a czy nie za ostre, nie za dużo, nie za mało, to chyba niezdrowe, tego nie powinnaś) albo przypuszczeń, „na co to wróży” (kwaśne, to może dziewczynka, słodkie – czyżby chłopiec? Masz zgagę: będzie miało mnóstwo włosów). W ciągu pierwszego trymestru poznasz wszystkie możliwe przesądy, a potem usłyszysz mnóstwo rad dotyczących samej ciąży, a potem opieki, wychowania, urządzania pokoju : kiedy, jak, o czym musisz pamiętać. Niestety usłyszysz również mnóstwo historii z samego porodu, także tych niezbyt optymistycznie nastrajających. Taki urok ciąży 🙂

7. Nikt o tym nie mówi, a jeśli nawet już, to samemu trzeba tego doświadczyć, że macierzyństwo jest przepełnione mnóstwem skrajnych emocji. Chyba żaden związek nie da tyle tak intensywnych wrażeń i doświadczeń emocjonalnych. Dopóki sama nie zostałam matką, nie przypuszczałam, ze człowiek jest w stanie obdarzyć kogoś, zwłaszcza tak małe stworzenie, tak ogromnymi uczuciami i miłością. Że pierwszy krzyk, zwłaszcza przy komplikacjach spowoduje tak silne wzruszenie, ulgę i szczęście, że prawie stracisz przytomność. Że dla tych kilku kilogramów małego człowieczka przewartościujesz swoje życie i będziesz w stanie zrobić wszystko. Że mega ogromne zmęczenie, wyczerpanie, rezygnacja, czasem wręcz chęć ucieczki będą Ci towarzyszyć często, ale będą szybko zażegnane przez jeden uśmiech lub nabycie nowej umiejętności.

A Was co najbardziej zaskoczyło w czasie ciąży lub w samym macierzyństwie?

Macierzyństwo – rzeczywistość z Wcześniakiem

hand-1652159_640

Będąc w ciąży każda kobieta snuje plany na temat rzeczywistości tuż po porodzie. I skrupulatnie przygotowuje się do tego czasu: niektórzy rozpoczynają przygotowania już od momentu ujrzenia dwóch kresek na teście, inni czekają do odpowiedniego według siebie momentu. Kupowanie wyprawki, szykowanie pokoju i plany. Mnóstwo planów, jak będzie wyglądała codzienność – spacery, wspólne zabawy, przytulanie, mnóstwo odwiedzin zarówno w szpitalu, jak i po powrocie do domu. Wyobrażasz sobie i kupujesz mnóstwo ubranek w rozmiarach 56 lub 62, przeglądasz fora i opinie o każdym produkcie by wybrać to, co najlepszej jakości i polecane przez większość osób. Jeżeli dotrwałaś / dotrwasz do tego momentu i wszystko odbędzie się tak, jak zaplanowałaś – szczere gratulacje! Powiem Ci, jak wygląda rzeczywistość, kiedy Twoja ciąża skończy się nie ok. 38-40 tygodnia ciąży, a (niekiedy zdecydowanie) wcześniej. U mnie był to 31 tydzień, czyli dwa miesiące różnicy.

* Przede wszystkim jest to ogromny stres. Że zamiast dziewięciu miesięcy ciąży Ty mogłaś przechodzić w stanie błogosławionym na przykład tylko sześć albo siedem. Stres – bo nie jest to sytuacja normalna i codzienna. Nierzadko zagrażająca życiu lub zdrowiu – Twojemu lub Dzieciątka. Powinnaś jeszcze narzekać na opuchnięte stopy, ogromny brzuch i zadyszkę przy wchodzeniu po schodach, a tutaj musisz być w pełnej mobilizacji, bo okazuje się, że ciąża zostaje rozwiązana (lub musisz urodzić), a potem przebywać w szpitalu…

*… a pobyt w szpitalu nie kończy się, jak standardowo – po 3-4 dobach, Przynajmniej nie dla Twojego Wcześniaka. Tutaj wszystko zależy od stanu zdrowia, powikłań i tego, jakie zabiegi są konieczne. Ty wyjdziesz (jeśli nie było żadnych komplikacji) po tych kilku dniach. Natomiast Wcześniaki na oddziałach neonatologicznych (i niestety często również na Intensywnej Terapii) spędzają kilkanaście dni, tygodni, nawet miesięcy. Ty zamiast cieszyć się Maleństwem w  domu – codziennie lub w ramach możliwości co kilka dni odwiedzasz sale szpitalne. Do pierwszego dotknięcia, przytulenia czy wzięcia na rękach czasami mijają długie dni lub tygodnie, które ciągną się w nieskończoność. I każdy z tych dni wypierasz ze świadomości.

*Marzyło Ci się karmienie piersią, prawda? W końcu teraz głośno mówi się o korzyściach z karmienia piersią, zarówno dla dziecka, jak i dla matki. I tak jest rzeczywiście. Z tym, że przy Wcześniaku walczysz o każdą kroplę pokarmu. I to walczysz dosłownie. Nie ma obok Ciebie Twojego ssaka, który laktację nakręci, Ba… ciało nie zawsze jest w szóstym miesiącu ciąży przygotowane na karmienie! Musisz zawalczyć sama lub – przy odrobinie szczęścia z pomocą doradcy laktacyjnego. Z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że walka jest bardzo trudna i wyczerpująca psychicznie, nierzadko towarzyszą jej łzy i ból wewnętrzny. Twoim największym „przyjacielem” staje się laktator, który w zastępstwie musi napędzić i utrzymać produkcję pokarmu, tak cennego dla Maleństwa. Bo przecież masz nadzieję, że jeszcze uda Wam się karmić naturalnie. A to też potrwa. O ile w ogóle się uda. A to zależne od Ciebie, ale też od rozwoju Dziecka, jego dojrzałości i gotowości. I pytanie, czy się nie zniechęcisz po kolejnych (nieudanych) próbach.

*Wyprawka dla dziecka. W moim przypadku wyprawkę dopiero zaczęłam kompletować. Jedyne, co to łóżeczko było kupione i wyposażenie z apteki. Kilka sztuk ubranek. Ale to i tak niepotrzebnie… Przy wcześniaku zapomnij o standardowych body czy pajacykach. Zanim znajdziesz coś, co będzie pasowało, czasem musisz odjechać pół miasta, aby się udało. Rozmiar 56 – najczęściej kupowany dla noworodków – w naszym przypadku okazał się ubrankiem duuuużo na wyrost, Poszukiwania trzeba było rozpocząć od 50, a najlepiej od 46 lub mniejszych. W końcu Wcześniaczki rodzą się dużo mniejsze – my mieliśmy 40 cm długości. A poza tym – zanim Dziecko będzie mogło założyć swoje ubranka, to też kwestia czasu, czasem kilku tygodni. Przeglądanie opinii, porównywanie – jeżeli robiłaś to od początku i wybrałaś wcześniej – gratulacje! Jeśli jednak, tak jak ja – zostawiłaś to na „później” – to „później” już nie nastąpi. W końcu wybierasz to, co jest akurat „pod ręką” i w granicach rozsądku jeśli chodzi o finanse.

*Koleżanki z podobnego terminu rozwiązania dyskutują o przeżyciach, nowych wydarzeniach, ubrankach; ile dziecko zjadło, czy zrobiło „kupkę”. A Ty w myślach przypominasz sobie, jak nazywają się te wszystkie kabelki i urządzenia podłączone do Dziecka. Rozróżniasz, czym jest żywienie enteralne, wkłucie centralne. Z myślach notujesz nazwy kolejnych antybiotyków, chorób i powikłań. Nieobce Ci są takie terminy jak wylew, retinopatia, hipotrofia, martwicze zapalenie jelit, bezdechy, I zastanawiasz się, czy któreś z tych i wielu innych nazw będą Was dotyczyć…

*A wizyty u lekarzy to będzie Twój chleb powszedni. Neonatolog, laryngolog (lub audiolog), okulista, ortopeda i kardiolog plus pediatra raz w miesiącu to absolutne minimum na pierwszy rok życia dziecka. Przy dobrych wiatrach. W razie komplikacji dochodzi neurolog, neurologopeda, fizjoterapeuta, rehabilitacje. I częstsze wizyty kontrolne. Lista oczywiście może się rozciągnąć, w zależności od sytuacji i stanu zdrowia. Tego też nie było w planach.

*Tyle się obecnie mówi, że nie ma diety matki karmiącej. Ale wiesz, – mnie neonatolodzy w dwóch placówkach powiedzieli, że przy Wcześniakach sprawa wygląda inaczej. I jeśli chcę dostarczać swoje mleko, to zaostrzenia są dość duże. Zero rzeczy wzdymających, smażonych, ciężkich. Unikać nabiału w dużych ilościach. Nic z rzeczy alergizujących. Żadnych surowych owoców i warzyw, tylko gotowane. I to też nie wszystkie. Zostałam poinformowana, że jeśli zjem coś nieodpowiedniego, to od razu się to odbije na Dziecku w inkubatorze. Dla mnie w tej materii to lekarze, a nie Internet są autorytetem, tak więc przez prawie dwa miesiące głównym źródłem pożywienia były rzeczy na parowarze lub patelni grillowej, z przystawki głównie marchew (gotowana lub delikatnie zasmażana), od święta buraki lub szpinak. Z owoców tylko jabłko na parze lub z piekarnika. Czy lekarki miały rację co do diety i takich obostrzeń? Nie wiem, aczkolwiek nie chciałam eksperymentować na swoim dziecku.

Rzeczywistość przy Wcześniakach wygląda trochę inaczej niż „standardowe” macierzyństwo. A już na pewno całkiem inaczej niż to zaplanowane, wyobrażane sobie podczas (przykrótkiej) ciąży. Pamiętajmy także, że kobieta i mężczyzna w takiej sytuacji również przedwcześnie zostają Rodzicami. Często jeszcze psychicznie na to nieprzygotowanymi.