Matka Polka fejsbukowa

W obecnych czasach większość ludzi (żeby nie powiedzieć: praktycznie wszyscy) ma stały dostęp do Internetu. Tak naprawdę chyba stałe jesteśmy w trybie online: Internet w smartfonie czy na tablecie, które przecież ciągle nosimy przy sobie. Facebook, Instagram, Snapchat, Twitter i kilka innych portali społecznościowych czy aplikacji, o których nawet nie mam zielonego pojęcia. Ja osobiście korzystam tylko z FB i to na nim, a właściwie na zjawisku na Facebooku zaobserwowanym się dzisiaj skoncentruję.

Facebook ma to do siebie, ze oprócz zapraszania mnóstwa znajomych możemy między innymi:

  • dołączać do różnego rodzaju grup zrzeszających ludzi: o podobnych zainteresowaniach, sympatiach, antypatiach, poglądach zbieżnych z naszymi;
  • Obserwować ludzi bardziej lub mniej znanych, tak zwanych celebrytów sławnych dlatego „że są sławni” lub prawdziwe gwiazdy na ich oficjalnych fanpage’ach.
  • czytać wątki, szukać rad lub samemu doradzać na grupach dyskusyjnych dotyczących praktycznie każdego możliwego tematu czy problemu.

Korzystam z trzech powyższych funkcji owego portalu społecznościowego i zauważyłam, zwłaszcza na różnego rodzaju grupach, że wiele kobiet stało się nowym rodzajem kobiet: matką Polką fejsbukową. Po czym rozpoznaję taki typ kobiet – matek?

  • Zaczyna się od komentowania. Szeroko pojętego komentowania wszystkiego. „Bo koleżanka/ sąsiadka/pani przypadkowo mijana na ulicy to: źle ubrała swoje dziecko.. Założyła czapkę, albo jej nie wzięła. Za wcześnie albo za późno zaczęła rozszerzać dietę. Karmi tylko mlekiem modyfikowanych lub za długo przystawia do piersi. Sadza małe dziecko przed telewizorem, a z drugiej strony za długo izoluje dziecko od technologii. Źle, że podaje gotowe słoiczki, ale BLW przecież nie jest bezpieczne! Zostawiła noworodka z babcia, a sama wyszła do koleżanki. Zaglądamy do wózka, do jadalni, salonu, książeczki szczepień innych. Obgadujemy inne mamy na forach czy grupach internetowych, nadajemy sobie prawo do komentowania, a wręcz krytykowania innych.
  • Radzimy, uważając się za znawczynie każdego możliwego tematu. Wystarczy, że jedna osoba zada pytanie dotyczące wychowania bądź opieki nad dzieckiem, a zaraz znajdzie sie mnóstwo rad. Dobrych, złych, ale też komentarzy że jak można tego nie wiedzieć. Ostatnio często też pojawiają sie niestety „gównoburze”, gdzie na zwykłe pytanie inni odpowiadają ironicznie lub aż szukając okazji do wywołania potyczek słownych. „Co z ciebie za matka, że tak robisz?!” „Przecież to chore!”
  • Zazdrościmy, oceniamy. Tutaj poruszę temat popularnej ostatnio pani Anny Lewandowskiej. Przynajmniej raz dziennie na portalach informacyjnych lub w grupach dyskusyjnych na FB natrafiam na wzmiankę o Annie Lewandowskiej: że ma wózek w cenie niezłej kawalerki, że była na meczu męża (A kto został z dzieckiem? To nie karmi piersią?), że przez jej zdjęcia miesiąc po porodzie kobiety wpadają w depresję, że źle nosi Klarę w nosidle, że pojechała na wczasy.

A ja sobie myślę tak: może zajmijmy się swoimi dziećmi w swoich wózkach, nosidłach czy chustach. Dowiadujmy się, czytajmy, pytajmy i radźmy, ale Z ŻYCZLIWOŚCIĄ, a nie pogardą i sarkazmem. Nie oceniajmy, nie krytykujmy. Każda z nas stara się być jak najlepszą matką i jeżeli tylko pozwalają jej na to fundusze i możliwości, chce dziecku dać to, co najlepsze, podążając jednocześnie za trendami. Z drugiej jednak strony, zwłaszcza przy pierwszym dziecku, wiele rzeczy robimy intuicyjnie nie posiadając monopolu na wiedzę i (co NORMALNE!) popełniamy błędy. Każda z nas popełni nie jeden, nie dwa, a mnóstwo błędów.  Każda z nas, mimo ogromu miłości do dziecka oraz zaangażowania pragnie, ale przede wszystkim POTRZEBUJE chwili oddechu w samotności lub tylko z mężem. I potrzebuje oraz powinna zadbać o siebie, by móc z radością realizować się jako matka i żona.

Nie oceniajmy, nie krytykujmy i nie oczerniamy innych matek. Żadna z nas nie jest idealna, a my nie siedzimy w skórze drugiej kobiety żeby poznać motywy jej postępowania, model wychowania czy stan psychiczny, w jakim się znajduje, jak również wiedzę, jaka posiada i jaką przekazuje najbliższe środowisko (a z tym bywa baaaardzo różnie). Nie uważajmy się za wszechwiedzące tylko dlatego, że w Internecie piszą to czy tamto. Posiadanie dziecka również nie czyni nas od razu ekspertkami od wychowania i opieki. Więc zanim coś do kogoś lub o kimś powiemy to warto zastanowić się, jak my byśmy na taką opinię o sobie zareagowały. A czasem najlepiej po prostu skoncentrować się swoim wózku, by SOBIE nie mieć nic do zarzucenia.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *