Miesiąc: Listopad 2016

Czego nauczyło mnie macierzyństwo?

shoes-505471_1280

Każdy z nas ma swoje przeżycia czy doświadczenia, z których wyciąga pewne wnioski lub nauki. Stajemy się dzięki temu wewnętrznie bogatsi, mądrzejsi. Każda nowa sytuacja może zmienić nasze podejście do niektórych spraw, wzbogacić nas psychicznie i sprawić, że będziemy potrafili odnaleźć się w innej, nowej rzeczywistości.

Mimo, że Mamą jestem krótko, gdyż dopiero 2,5 miesiąca to już teraz wiem, że dzięki macierzyństwu mogę się wiele nauczyć.

– przede wszystkim w momencie urodzenia nagle przestajesz się liczyć „Ty”. Twoje jestestwo staje się dla Ciebie mało istotne. Ważna jest tylko ta mała, bezbronna Istotka, tak całkowicie od Ciebie zależna. Ból, rana po porodzie, okropne samopoczucie, brak sił i zmęczenie – to nie ma najmniejszego znaczenia. Jest nieważne. Liczy się On i robisz wszystko, by to Jemu było ciepło, wygodnie, dobrze. I żeby ten Mały Człowiek był szczęśliwy oraz zadowolony. Ty zapominasz, niekiedy nie masz czasu, siły lub chęci na zaspokojenie swoich, nawet tych podstawowych, potrzeb jak głód, sen czy pragnienie. Niejednokrotnie brakuje czasu na zjedzenie, wzięcie choćby szybkiego prysznica, nie wspomnę nawet o zrobieniu czegoś „dla siebie”. Czas dla Dziecka jednak się znajduje, wszystko wtedy przestaje być istotne.

– dopiero będąc rodzicem przekonujesz się, że przez długi czas można funkcjonować będąc zmęczonym i niewyspanym. Sen ok. 4-5 godzin z minimum jedną lub dwiema przerwami (u mnie około półtoragodzinnymi) uznajesz za ogromny luksus. I coraz bardziej doceniasz każdą chwilę, podczas której da Ci się zdrzemnąć i odpocząć. A czasem wybawieniem okazuje się nawet 15-20 minut 🙂 dopiero teraz rozumiem rady wielu osób mówiące o tym, by korzystać z chwili j odsypiać w momencie snu dziecka 🙂

-zostając Mamą odkrywasz, że istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia. Chyba nie da się inaczej opisać tego uczucia, gdy po raz pierwszy ujrzysz swoje dzieciątko. I praktycznie za każdym razem, gdy je obserwujesz (karmiąc, przewijając lub po prostu nosząc na rękach) odczuwasz tę błogą radość, spokój ducha i ogólną miłość i uwielbienie do Maleństwa. Nawet kolejna pobudka, zmęczenie i brak cierpliwości w takich momentach schodzą na drugi plan 🙂 Możesz się denerwować, złościć, irytować – te emocje są normalne – ale widok śpiącego dziecka lub jego uśmiech rekompensuje wszystkie negatywne myśli i odczucia. Wtedy znowu chce się żyć i człowiek ma wyrzuty sumienia, że jakiekolwiek czarne refleksje przechodzą przez głowę!

– mimo, że jestem dorosłą kobietą, to macierzyństwo nauczyło mnie, że cały ten „instynkt macierzyński” oraz płeć nie wystarczy, aby sobie ze wszystkim samej poradzić. Każdy zawsze mówił, że wszystko przy dziecku robi się intuicyjnie – w końcu kobiety już od najmłodszych lat są przygotowywane do funkcji matki: zabawkowe lalki, wózki, zabawy w dom (och, ileż to dni się spędziło na podwórkowej piaskownicy bawiąc się w Dom ;)). Gdy tylko na świat przyszło Maleństwo to rzeczywistość pokazała, że to jednak nie jest do końca tak, że intuicja pomaga! Owszem, z jednej strony wiedziałam, co trzeba zrobić, w jakiej kolejności. Natomiast techniczne wykonanie nawet najprostszych czynności (przewinięcie bądź nakarmienie butelką) było nie lada wyzwaniem zwłaszcza, że dochodził jeszcze ogromny stres, czy przez przypadek, niewiedzę lub nieuwagę nie zrobi się krzywdy! Więc jeżeli ktoś mi mówi, że „będę wiedziała, co robić” i „intuicja mi podpowie” to wiem, że (przynajmniej w moim przypadku) to tak nie działa.

– nauczyłam się także, że nie możemy od razu i definitywnie zakładać pewnych scenariuszy, gdyż życie (samo w sobie, a co mówić z takim Maleństwem) jest zaskakujące i nieprzewidywalne. W planach miałam karmienie piersią, jesienne spacery i czas na ogarnięcie wszystkiego: gotowania, sprzątania plus swoje małe przyjemności. I oczywiście od razu powrót do ćwiczeń i zrzucenie nadprogramowych kilogramów pozostałych po ciąży. Życie miało jednak napisany nieco inny scenariusz: pierwsze spacery zaczęły się odbywać późno, niestety karmimy butelką (moim pokarmem – laktator stał się moim sprzymierzeńcem), a czasu brakuje na prysznic i szybką kanapkę, nie wspomnę już nawet o prasowaniu na bieżąco! Nadprogramowe kilogramy na razie też pozostały, bo próby podjęcia aktywności fizycznej (ach, ta Chodakowska!) skończyły się na razie po dwóch dniach brakiem całkowitej siły na ponowne ćwiczenia. Na początku mój organizm jednak potrzebuje snu, a nie katowania się wysiłkiem i aktywnością. A szkoda 🙂 W każdym razie teraz wiem, że słowa „na pewno”, „zawsze” i „nigdy” w przypadku wychowania dzieci można śmiało wykreślić ze swojego słownika. My możemy wiele zakładać, ale życie (a czasami i nasi potomkowie) mają trochę inne plany 🙂

Zdaję sobie także sprawę, że tak naprawdę każdego dnia macierzyństwo uczy mnie wielu rzeczy, o których nawet sobie nie zdawałam sprawy: cierpliwości, pokory, opanowania. A przede wszystkim ogromnej odpowiedzialności – w końcu to my jesteśmy odpowiedzialni za tego Małego Człowieka, całkowicie bezbronnego, zależnego od nas i zdanego tylko na nas. Przytłaczająca odpowiedzialność, ale zarazem cudowne uczucie!

Macierzyństwo – rzeczywistość z Wcześniakiem

hand-1652159_640

Będąc w ciąży każda kobieta snuje plany na temat rzeczywistości tuż po porodzie. I skrupulatnie przygotowuje się do tego czasu: niektórzy rozpoczynają przygotowania już od momentu ujrzenia dwóch kresek na teście, inni czekają do odpowiedniego według siebie momentu. Kupowanie wyprawki, szykowanie pokoju i plany. Mnóstwo planów, jak będzie wyglądała codzienność – spacery, wspólne zabawy, przytulanie, mnóstwo odwiedzin zarówno w szpitalu, jak i po powrocie do domu. Wyobrażasz sobie i kupujesz mnóstwo ubranek w rozmiarach 56 lub 62, przeglądasz fora i opinie o każdym produkcie by wybrać to, co najlepszej jakości i polecane przez większość osób. Jeżeli dotrwałaś / dotrwasz do tego momentu i wszystko odbędzie się tak, jak zaplanowałaś – szczere gratulacje! Powiem Ci, jak wygląda rzeczywistość, kiedy Twoja ciąża skończy się nie ok. 38-40 tygodnia ciąży, a (niekiedy zdecydowanie) wcześniej. U mnie był to 31 tydzień, czyli dwa miesiące różnicy.

* Przede wszystkim jest to ogromny stres. Że zamiast dziewięciu miesięcy ciąży Ty mogłaś przechodzić w stanie błogosławionym na przykład tylko sześć albo siedem. Stres – bo nie jest to sytuacja normalna i codzienna. Nierzadko zagrażająca życiu lub zdrowiu – Twojemu lub Dzieciątka. Powinnaś jeszcze narzekać na opuchnięte stopy, ogromny brzuch i zadyszkę przy wchodzeniu po schodach, a tutaj musisz być w pełnej mobilizacji, bo okazuje się, że ciąża zostaje rozwiązana (lub musisz urodzić), a potem przebywać w szpitalu…

*… a pobyt w szpitalu nie kończy się, jak standardowo – po 3-4 dobach, Przynajmniej nie dla Twojego Wcześniaka. Tutaj wszystko zależy od stanu zdrowia, powikłań i tego, jakie zabiegi są konieczne. Ty wyjdziesz (jeśli nie było żadnych komplikacji) po tych kilku dniach. Natomiast Wcześniaki na oddziałach neonatologicznych (i niestety często również na Intensywnej Terapii) spędzają kilkanaście dni, tygodni, nawet miesięcy. Ty zamiast cieszyć się Maleństwem w  domu – codziennie lub w ramach możliwości co kilka dni odwiedzasz sale szpitalne. Do pierwszego dotknięcia, przytulenia czy wzięcia na rękach czasami mijają długie dni lub tygodnie, które ciągną się w nieskończoność. I każdy z tych dni wypierasz ze świadomości.

*Marzyło Ci się karmienie piersią, prawda? W końcu teraz głośno mówi się o korzyściach z karmienia piersią, zarówno dla dziecka, jak i dla matki. I tak jest rzeczywiście. Z tym, że przy Wcześniaku walczysz o każdą kroplę pokarmu. I to walczysz dosłownie. Nie ma obok Ciebie Twojego ssaka, który laktację nakręci, Ba… ciało nie zawsze jest w szóstym miesiącu ciąży przygotowane na karmienie! Musisz zawalczyć sama lub – przy odrobinie szczęścia z pomocą doradcy laktacyjnego. Z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że walka jest bardzo trudna i wyczerpująca psychicznie, nierzadko towarzyszą jej łzy i ból wewnętrzny. Twoim największym „przyjacielem” staje się laktator, który w zastępstwie musi napędzić i utrzymać produkcję pokarmu, tak cennego dla Maleństwa. Bo przecież masz nadzieję, że jeszcze uda Wam się karmić naturalnie. A to też potrwa. O ile w ogóle się uda. A to zależne od Ciebie, ale też od rozwoju Dziecka, jego dojrzałości i gotowości. I pytanie, czy się nie zniechęcisz po kolejnych (nieudanych) próbach.

*Wyprawka dla dziecka. W moim przypadku wyprawkę dopiero zaczęłam kompletować. Jedyne, co to łóżeczko było kupione i wyposażenie z apteki. Kilka sztuk ubranek. Ale to i tak niepotrzebnie… Przy wcześniaku zapomnij o standardowych body czy pajacykach. Zanim znajdziesz coś, co będzie pasowało, czasem musisz odjechać pół miasta, aby się udało. Rozmiar 56 – najczęściej kupowany dla noworodków – w naszym przypadku okazał się ubrankiem duuuużo na wyrost, Poszukiwania trzeba było rozpocząć od 50, a najlepiej od 46 lub mniejszych. W końcu Wcześniaczki rodzą się dużo mniejsze – my mieliśmy 40 cm długości. A poza tym – zanim Dziecko będzie mogło założyć swoje ubranka, to też kwestia czasu, czasem kilku tygodni. Przeglądanie opinii, porównywanie – jeżeli robiłaś to od początku i wybrałaś wcześniej – gratulacje! Jeśli jednak, tak jak ja – zostawiłaś to na „później” – to „później” już nie nastąpi. W końcu wybierasz to, co jest akurat „pod ręką” i w granicach rozsądku jeśli chodzi o finanse.

*Koleżanki z podobnego terminu rozwiązania dyskutują o przeżyciach, nowych wydarzeniach, ubrankach; ile dziecko zjadło, czy zrobiło „kupkę”. A Ty w myślach przypominasz sobie, jak nazywają się te wszystkie kabelki i urządzenia podłączone do Dziecka. Rozróżniasz, czym jest żywienie enteralne, wkłucie centralne. Z myślach notujesz nazwy kolejnych antybiotyków, chorób i powikłań. Nieobce Ci są takie terminy jak wylew, retinopatia, hipotrofia, martwicze zapalenie jelit, bezdechy, I zastanawiasz się, czy któreś z tych i wielu innych nazw będą Was dotyczyć…

*A wizyty u lekarzy to będzie Twój chleb powszedni. Neonatolog, laryngolog (lub audiolog), okulista, ortopeda i kardiolog plus pediatra raz w miesiącu to absolutne minimum na pierwszy rok życia dziecka. Przy dobrych wiatrach. W razie komplikacji dochodzi neurolog, neurologopeda, fizjoterapeuta, rehabilitacje. I częstsze wizyty kontrolne. Lista oczywiście może się rozciągnąć, w zależności od sytuacji i stanu zdrowia. Tego też nie było w planach.

*Tyle się obecnie mówi, że nie ma diety matki karmiącej. Ale wiesz, – mnie neonatolodzy w dwóch placówkach powiedzieli, że przy Wcześniakach sprawa wygląda inaczej. I jeśli chcę dostarczać swoje mleko, to zaostrzenia są dość duże. Zero rzeczy wzdymających, smażonych, ciężkich. Unikać nabiału w dużych ilościach. Nic z rzeczy alergizujących. Żadnych surowych owoców i warzyw, tylko gotowane. I to też nie wszystkie. Zostałam poinformowana, że jeśli zjem coś nieodpowiedniego, to od razu się to odbije na Dziecku w inkubatorze. Dla mnie w tej materii to lekarze, a nie Internet są autorytetem, tak więc przez prawie dwa miesiące głównym źródłem pożywienia były rzeczy na parowarze lub patelni grillowej, z przystawki głównie marchew (gotowana lub delikatnie zasmażana), od święta buraki lub szpinak. Z owoców tylko jabłko na parze lub z piekarnika. Czy lekarki miały rację co do diety i takich obostrzeń? Nie wiem, aczkolwiek nie chciałam eksperymentować na swoim dziecku.

Rzeczywistość przy Wcześniakach wygląda trochę inaczej niż „standardowe” macierzyństwo. A już na pewno całkiem inaczej niż to zaplanowane, wyobrażane sobie podczas (przykrótkiej) ciąży. Pamiętajmy także, że kobieta i mężczyzna w takiej sytuacji również przedwcześnie zostają Rodzicami. Często jeszcze psychicznie na to nieprzygotowanymi.