Miesiąc: Październik 2016

Wyrzuty sumienia

Jestem mamą wcześniaka urodzonego w 31 tygodniu ciąży. Waga 1200g., 40 cm długości. Przyczyny tak naprawdę do końca nie poznaliśmy. Jestem ogromnie wdzięczna losowi/Bogu/przeznaczeniu, że wszystko ułożyło się pozytywnie i póki co obyło się bez większych komplikacji. Ale wiesz co…

Czuję ogromne wyrzuty sumienia, że nie udało mi się wytrwać ostatnich dwóch miesięcy „w dwupaku”. Że nie zapewniłam swojemu Maleństwu bezpiecznych i wystarczających warunków na spokojny i terminowy rozwój. Że musiał przyjść ma świat dwa miesiące wcześniej i już jako taka Kruszyna doznał tyle bólu i cierpienia przez różnego rodzaju aparaturę, zabiegi medyczne, badania. Że nie dano mi szansy porodu naturalnego, nie miałam nawet możliwości spróbowania rodzenia siłami natury. Nie poczułam skurczy. Ani po porodzie nie doświadczyłam kontaktu „skóra do skóry”, nie moglam przytulić, dostawić Dziecka. Ani zaraz po porodzie, ani przez kolejne dni. Nie zapewniłam tego, co najważniejsze: bezpieczeństwa, a zaraz potem troski i bliskości.

Czuję wielki ból z powodu niedoświadczenia „uroków”ostatniego trymestru. Mimo, że związany jest on z wieloma nieprzyjemnymi dolegliwościami, to jest to okres wzmożonych ruchów dziecka, niesamowitej euforii o czasu oczekiwania, psychicznego przygotowania się na powiększenie rodziny. Widząc dziewczyny, kobiety w zaawansowanej ciąży pojawia się pewnego rodzaju zazdrość, ale również smutek, że nie wytrwałam do tego momentu. Nie miałam czasu na spokojne przeglądanie, wybranie i skompletowanie wyprawki, przygotowanie kącika dla Juniora, systematyczne robienie prania i prasowania dziecięcych ubranek. Nie miałam też możliwości spakowania torby do szpitala i zmieniania jej zawartości kilkukrotnie. Nie zdążyłam z sesją ciążową, co było małym skrytym marzeniem.

Odczuwam potworny strach. O to, że przez ten okres hospitalizacji Juniora nasza więź i Jego przywiązanie nie będą tak mocne, jak być powinny. Że po wyjściu ze szpitala nie będę potrafiła zapewnić odpowiedniej troski i bezpieczeństwa, a opieka i codzienna pielęgnacja sprawi mi trudności. Że nawet najdrobniejsze niepowodzenia czy problemy w przyszłości będę rozpatrywała przez pryzmat „może to moja wina…?” Że poczucie winy nie opuści mnie właściwie nigdy. A potencjalna kolejna ciąża będzie przepełnionego strachem i obawami o „powtórkę”. I zamiast radości i szczęścia będzie tylko ten paniczny strach.